piątek, 20 stycznia 2012

ROZDZIAŁ II Lucciano

   Dziewczyna zdawała sobie sprawę, że powiedziała to trochę za głośno. Była tym zawstydzona. Gdy podniosła wzrok na mężczyzn zauważyła, że obaj patrzą na nią zdziwieni i poczuła jak na policzki napływają jej  rumieńce.
- Czy jesteś tego pewna? - Bóg przerwał niezręczną ciszę panującą w pomieszczeniu. Spojrzał jej w oczy. - Teraz możesz jeszcze zmienić zdanie.
Melissę dopadły wątpliwości, ale mimo to pokiwała lekko głową i spojrzała na Szatana. Ten, wciąż zdumiony uśmiechnął się szeroko.
- To.. Niespodziewane. - Mężczyzna oparł podbródek na dłoni i uśmiechnął się jeszcze szerzej. - Ale cieszę się. Mam nadzieję, że ci się spodoba.
   Dziewczyna ponownie spojrzała na Boga. Przyglądał się jej uważnie, zamyślony. Bolały ją nogi. Stała tu już dość długo. Przestąpiła z jednej na drugą i poprawiła spódniczkę.
- Mam nadzieję, że niedługo znowu się spotkamy Lucciano.
- Ja też mam taka nadzieję Boże. - Brunet spoważniał i pochylił lekko głowę.
   
Lucciano? Myślałam, że Szatan nazywa się Lucyfer.
   
W tym momencie Bóg zniknął. Po prostu rozpłynął się w powietrzu. Melissa przerażona zaczęła rozglądać się po pokoju, po czym zacisnęła mocno powieki, a gdy je otworzyła zobaczyła przed sobą Szatana. Był niewątpliwie wysoki, dziewczyna sięgała mu zaledwie do ramion a wcale nie była niska. Zbliżył się do niej i spojrzał jej w oczy. Nie wytrzymała jego spojrzenia i zawstydzona spuściła wzrok na dół. Mężczyzna widząc jej reakcję zaśmiał się cicho.
- Musimy iść, obowiązki czekają. - Powiedział, po czym puścił dziewczynie oko i kazał jej iść za sobą do pięknych, posrebrzanych drzwi po lewej stronie sali.
- Mogłabym przysiąc, że przed chwilą tych drzwi tu jeszcze nie było. - Powiedziała zdziwiona dziewczyna.
Na to diabeł uśmiechnął się.
- Gdy masz iść do piekła ukazują się te drzwi. Po prawej stronie sali zaś, jeśli do nieba. Wybrałaś piekło.
   
A raczej ciebie.
Twarz Melissy oblał czerwony rumieniec.

To mogła być najważniejsza decyzja w moim życiu, a ja wybrałam piekło ze względu na przystojnego Diabła.
- Głupia.. - Wymruczała.
- Słucham? - Zapytał mężczyzna. Melissa zmieszana pokiwała przecząco głową i poprawiła bluzkę w kwiaty.
- Nie, nic.. - Odpowiedziała smutno.
   Przez chwilę szli w ciszy po czym Diabeł stanął i odwrócił się gwałtownie do dziewczyny, tak, że prawie na niego wpadła.
- Żałujesz? Spytał cicho, nie patrząc jej w oczy. Nagle cała jego potężna aura zniknęła i wydał się Melissie jedynie małym, zagubionym chłopcem.
- Ja.. - Zaczęła powoli dziewczyna.
- Posłuchaj.. - Przerwał jej Szatan. - Nazywam się Lucciano. A ty jesteś pierwszą osobą, którą prowadzę tym korytarzem.
   
Pierwszą? Czy to znaczy, że w piekle nie ma innych osób?
- Od początku świata - Zaczął znowu. - Panem piekieł był Lucyfer. Pewnego dnia zstąpił na ziemię by sprawdzić kto powinien trafić do niego po śmierci. Niestety, zakochał się w pewnej Włoszce... - Tu spojrzał Melissie w oczy, w których dostrzegła głęboką tęsknotę. Serce zabiło jej szybciej. To wszytko bardzo ją zdziwiło.

Czemu on mi to mówi?- Ja.. jestem ich synem. Moja matka nigdy mu o mnie nie powiedziała. - Dziewczyna otworzyła szeroko oczy. Nie mogła wypowiedzieć nawet jednego słowa. Lucciano wziął głęboki oddech i kontynuował. - W wieku 25 lat  umarłem. Z samego początku trafiłem do nieba. Później Bóg wyjawił mi, kim jestem i kazał mi objąć tron w piekle. - Melissa wprost nie mogła patrzeć na jego twarz. Wyrażała tak wielki ból, że mężczyzna wyglądał jakby zaraz miał wybuchnąć płaczem.
- Zabiłem go. - zniżył głos prawie do szeptu  i zamknął oczy. - Zabiłem mojego ojca. Tyle lat chciałem go poznać, zobaczyć jaki jest. A ja go zabiłem. - Podniósł wzrok na dziewczynę. - Od pięciu miesięcy jestem tu panem ale ty jesteś pierwszą osobą, którą nie przyprowadzają za mnie anioły. Przez cały ten czas uczyłem się, jak rządzić. Proszę, nie żałuj.
   Pokiwała tylko głową. Na nic więcej nie było jej w tej chwili stać. Chciała go pocieszyć, pomóc, porozmawiać i więcej się dowiedzieć. Ale nie mogła. A on uśmiechnął się smutno i szedł dalej bez słowa, z bijącym mocno sercem.


czwartek, 19 stycznia 2012

ROZDZIAŁ I Wybór



W sali panowała poważna i jakby uroczysta atmosfera. Działała na Melisse uspokajająco i odprężająco. "Jak w kościele." pomyślała. Uśmiechnęła się mimowolnie. Zapach rozchodzący się po pomieszczeniu przynosił jej na myśl perfumy jej matki. Zamrugała i odwróciła głowę.
   Jeśli nie liczyć dwóch tronów na podeście pośrodku, pomieszczenie było puste. Jeden z mebli miał poduszki z białego jedwabiu i oparcie pokryte białym złotem i srebrem. 
   Siedział na nim mężczyzna z długą siwą brodą, którą w zamyśleniu gładził. Miał inteligentne ale jakby lekko nieobecne błękitne oczy. Widać było w nich miłość, troskę i zmęczenie.
   Melissie jego sympatyczna twarz wydawała się znajoma. Wiedziała jednak, że nigdy go nie widziała. To tak jakby pamiętała go ze snu. 
   Miał na sobie długą, białą szatę z jedwabiu, której szelest towarzyszył każdemu jego ruchowi. 
   Dziewczyna przygładziła spódniczkę. Czuła się nieodpowiednio mało elegancka. Mężczyzna widząc ten gest usmiechnął się i pokiwał przecząco głową.


   Gdy wzrok Melissy padł na osobę siedzącą na tronie przyozdobionym czarnymi diamentami i poduszkami z ciemnego kaszmiru zabrakło jej tchu w piersi. Siedziała tam młody mężczyzna z intrygująco ciemnymi, głębokimi oczami i ciemnobrązowymi zmierzwionymi włosami. Ubrany był w obcisły T-shirt ukazujący muskularną klatkę piersiową i brzuch. Cała jego postawa emanowała tajemniczością i siłą skrywaną ciekawością. Siedział z podbródkiem opartym na dłoni i przyglądał się dziwczynie tak, że czyła ciężar jego wzroku na swojej twarzy. Odwróciła głowę i teraz znów patrzyła na mężczyznę z siwą brodą. 

   -Gdzie ja jestem? - Melissie zatrząsł się głos. Chciała pokazać, że jest twarda i odważna lecz w jej słowach czuć było strach.


   -W dobrym miejscu, moje dziecko. Jesteśmy w sali sądu ostatecznego. Jeżeli byłaś dobra to właśnie stąd wyślemy cię do nieba. - Miał niski, miły głos. Jego słowa odbijały się echem w wielkiej sali.

   -A jeśli zła, pójdziesz ze mną do piekła. Ale nie martw się, nie jest tam tak źle jak mówią. - brunet przesłał jej szelmowski uśmiech, od którego przeszedł jej po plecach przyjemny dreszcz.
   Sąd ostateczny? Niebo? Piekło? 


   - Kim jesteście? - spytała i cofnęła się o krok.


 
   Bóg i Sztan? Nie to niemożliwe. To znaczy Bóg może i tak ale szatan? A gdzie rogi i ogon?
   
   Melissa w zamyśleniu przygryzła wargę. Spojrzała jeszcze raz na mężczyznę w T-shirt'cie.
   Jak mogłam tego wczesniej nie zauważyć ? !


   Z pleców bruneta wyrastały wielkie, piękne, kruczo-czarne skrzydła.


***
   Yhm...  jest tak jak myślisz. Jestem Diabłem, a to jest Bóg. - skinieniem głowy wskazał mężczyznę w białej szacie. - Ale nie martw się, gdyby okazało się, że całe życie grzeszyłaś i masz iść do piekła to nie jest najgorzej. - Znów skinął na Boga, lecz tym razem z wyrazem twarzy " U niego są same nudy ".
   Melissa uśmiechnęła się niewyraźnie. Pan piekła wyszczerzył zęby w odpowiedzi. 
   Czy on próbował mnie pocieszyć? Pocieszyć dlatego, że nie żyję? Jakoś nie jest mi z tego powodu przykro. Może to dziwne, ale czuję ulgę. Czy to normalne? - nie wiem. Ale napewno nie normalne jest to, że podoba mi się Szatan.
   
Dziewczyna spojrzała ukradkiem na męczyznę. Był niewątpliwie przystojny. Przeczesał palcami włosy i spojrzał jej w oczy. Melissa zarumieniła się i zawstydzona odwróciła wzrok. 
   - Nie zrobiłaś w życiu nic, przez co miałabyś pójść do piekła. A więc masz wybór. Niebo albo piekło. Decyzja należy do ciebie, ale pamiętaj, że później możesz już nie dać rady zmienić zdania. 
   Melissa pokiwała głową. Nadal nie mogła uwierzyć w to co się stało. Czułą się jak w transie.
   
Czy ja naprawdę rozmawiam z Bogiem?
   
Odgarnęła z czoła włosy i spojrzała na diabła. Zauważyła na jego twarzy zniechęcenie. Gdy pochwycił jej wzrok uśmiechnął się smutno, wskazał ręką na Boga i pokiwał lekko głową.   Czy on żałuje, że nie jestem grzeszniczką i nie zabierze mnie ze sobą do piekła? 
   
Malissa z trudem powstrzymała śmiech. 
   
Czyba za dużo od niego wymagam. Jestem tylko kolejną śmiertelniczką. Sa nas miliony jeśli nie więcej. Ale teraz nie to jest ważne. Ważny jest wybór. Jeżeli wybiorę niebo...

   - Podjęłaś już decyzje? - spytał mężczyzna w białej szacie. 
   Dziewczyna jeszcze raz zerknęła w stronę szatana. Przerażona zauważyła w jego oczach ból. Nie zdając sobie sprawy z tego co robi krzyknęła:
   - Wybieram piekło !

Wstęp


Ciemnośc, mrok, pustka. Te określenia pasowały do miejsca, w którym znalazła się Melissa. Obudziła się w tajemniczym, przestronnym pomieszczeniu. Leżała na zimnej posadzce, której nieskazitelna czystośc tylko pogłębiała uczucie przerażenia. Rozluźniła zdrętwiałą rękę i odgarnęła z czoła włosy.
 Melissa była typową studentką drugiego roku akademii sztuki w Paryżu. Stamtąd właśnie pochodziła. Jej wysoką, szczupłą sylwetkę wyróżniały lekko opadające na ramiona rude loki, które podkreślały jej duże brązowe oczy. Twarz zdobiły delikatnie zarysowane kości policzkowe, na które zawsze nakładała lekki róż.

  Gdzie ja jestem ? 
  
Melissa powoli wstała i chwiejąc się podeszła do ściany. Podążając wzdłuż niej trafiła na wąski korytarz. Zamyślona skierowała się do wejścia. Nie była zmęczona, głodna ani brudna, a mimo to czuła, że była w tym miejscu dość długo.
  Co się stalo ? Jak się tu znalazłam ? Pamiętam, że skończyłam zajęcia. Miałam gdzieś jechac... Wsiadłam do taksówki.
  
Melissa przytuliła się mocniej do ściany. Było jej zimno i ogarniało ją coraz większe przerażenie.
  Kierowca jechał zbyt szybko. Padał deszcz, droga była śliska... Zaczełam krzyczec ! Chcialam wysiąśc. Nagle samochód wpadł w poślizg. Bardzo się bałam...
  
Dziewczyna otarła łzę spływającą po policzku. Wydawało jej się, że słyszy rozmowę więc przyspieszyła. 
  Pamiętam już tylko drzewo. Kierowaliśmy się w jego stronę.
  
Nagle Melissa zauważyła duże pozłacane drzwi. Otworzyła je i weszła do ogromnego pomieszczenia. Zaskoczył ją i oślepił blask oraz jasnośc wydobywająca się jakby z nikąd. Do głowy wpadła jej straszna myśl.
  Czy ja nie żyję ? !