W sali panowała poważna i jakby uroczysta atmosfera. Działała na Melisse uspokajająco i odprężająco. "Jak w kościele." pomyślała. Uśmiechnęła się mimowolnie. Zapach rozchodzący się po pomieszczeniu przynosił jej na myśl perfumy jej matki. Zamrugała i odwróciła głowę.
Jeśli nie liczyć dwóch tronów na podeście pośrodku, pomieszczenie było puste. Jeden z mebli miał poduszki z białego jedwabiu i oparcie pokryte białym złotem i srebrem.
Siedział na nim mężczyzna z długą siwą brodą, którą w zamyśleniu gładził. Miał inteligentne ale jakby lekko nieobecne błękitne oczy. Widać było w nich miłość, troskę i zmęczenie.
Siedział na nim mężczyzna z długą siwą brodą, którą w zamyśleniu gładził. Miał inteligentne ale jakby lekko nieobecne błękitne oczy. Widać było w nich miłość, troskę i zmęczenie.
Melissie jego sympatyczna twarz wydawała się znajoma. Wiedziała jednak, że nigdy go nie widziała. To tak jakby pamiętała go ze snu.
Miał na sobie długą, białą szatę z jedwabiu, której szelest towarzyszył każdemu jego ruchowi.
Miał na sobie długą, białą szatę z jedwabiu, której szelest towarzyszył każdemu jego ruchowi.
Dziewczyna przygładziła spódniczkę. Czuła się nieodpowiednio mało elegancka. Mężczyzna widząc ten gest usmiechnął się i pokiwał przecząco głową.
Gdy wzrok Melissy padł na osobę siedzącą na tronie przyozdobionym czarnymi diamentami i poduszkami z ciemnego kaszmiru zabrakło jej tchu w piersi. Siedziała tam młody mężczyzna z intrygująco ciemnymi, głębokimi oczami i ciemnobrązowymi zmierzwionymi włosami. Ubrany był w obcisły T-shirt ukazujący muskularną klatkę piersiową i brzuch. Cała jego postawa emanowała tajemniczością i siłą skrywaną ciekawością. Siedział z podbródkiem opartym na dłoni i przyglądał się dziwczynie tak, że czyła ciężar jego wzroku na swojej twarzy. Odwróciła głowę i teraz znów patrzyła na mężczyznę z siwą brodą.
-Gdzie ja jestem? - Melissie zatrząsł się głos. Chciała pokazać, że jest twarda i odważna lecz w jej słowach czuć było strach.
-W dobrym miejscu, moje dziecko. Jesteśmy w sali sądu ostatecznego. Jeżeli byłaś dobra to właśnie stąd wyślemy cię do nieba. - Miał niski, miły głos. Jego słowa odbijały się echem w wielkiej sali.
-A jeśli zła, pójdziesz ze mną do piekła. Ale nie martw się, nie jest tam tak źle jak mówią. - brunet przesłał jej szelmowski uśmiech, od którego przeszedł jej po plecach przyjemny dreszcz.
Sąd ostateczny? Niebo? Piekło?
- Kim jesteście? - spytała i cofnęła się o krok.
Bóg i Sztan? Nie to niemożliwe. To znaczy Bóg może i tak ale szatan? A gdzie rogi i ogon?
Melissa w zamyśleniu przygryzła wargę. Spojrzała jeszcze raz na mężczyznę w T-shirt'cie.
Jak mogłam tego wczesniej nie zauważyć ? !
Z pleców bruneta wyrastały wielkie, piękne, kruczo-czarne skrzydła.
***
Yhm... jest tak jak myślisz. Jestem Diabłem, a to jest Bóg. - skinieniem głowy wskazał mężczyznę w białej szacie. - Ale nie martw się, gdyby okazało się, że całe życie grzeszyłaś i masz iść do piekła to nie jest najgorzej. - Znów skinął na Boga, lecz tym razem z wyrazem twarzy " U niego są same nudy ".
Melissa uśmiechnęła się niewyraźnie. Pan piekła wyszczerzył zęby w odpowiedzi.
Czy on próbował mnie pocieszyć? Pocieszyć dlatego, że nie żyję? Jakoś nie jest mi z tego powodu przykro. Może to dziwne, ale czuję ulgę. Czy to normalne? - nie wiem. Ale napewno nie normalne jest to, że podoba mi się Szatan.
Dziewczyna spojrzała ukradkiem na męczyznę. Był niewątpliwie przystojny. Przeczesał palcami włosy i spojrzał jej w oczy. Melissa zarumieniła się i zawstydzona odwróciła wzrok.
- Nie zrobiłaś w życiu nic, przez co miałabyś pójść do piekła. A więc masz wybór. Niebo albo piekło. Decyzja należy do ciebie, ale pamiętaj, że później możesz już nie dać rady zmienić zdania.
Melissa pokiwała głową. Nadal nie mogła uwierzyć w to co się stało. Czułą się jak w transie.
Czy ja naprawdę rozmawiam z Bogiem?
Odgarnęła z czoła włosy i spojrzała na diabła. Zauważyła na jego twarzy zniechęcenie. Gdy pochwycił jej wzrok uśmiechnął się smutno, wskazał ręką na Boga i pokiwał lekko głową. Czy on żałuje, że nie jestem grzeszniczką i nie zabierze mnie ze sobą do piekła?
Malissa z trudem powstrzymała śmiech.
Czyba za dużo od niego wymagam. Jestem tylko kolejną śmiertelniczką. Sa nas miliony jeśli nie więcej. Ale teraz nie to jest ważne. Ważny jest wybór. Jeżeli wybiorę niebo...
- Podjęłaś już decyzje? - spytał mężczyzna w białej szacie.
Dziewczyna jeszcze raz zerknęła w stronę szatana. Przerażona zauważyła w jego oczach ból. Nie zdając sobie sprawy z tego co robi krzyknęła:
- Wybieram piekło !
Melissa uśmiechnęła się niewyraźnie. Pan piekła wyszczerzył zęby w odpowiedzi.
Czy on próbował mnie pocieszyć? Pocieszyć dlatego, że nie żyję? Jakoś nie jest mi z tego powodu przykro. Może to dziwne, ale czuję ulgę. Czy to normalne? - nie wiem. Ale napewno nie normalne jest to, że podoba mi się Szatan.
Dziewczyna spojrzała ukradkiem na męczyznę. Był niewątpliwie przystojny. Przeczesał palcami włosy i spojrzał jej w oczy. Melissa zarumieniła się i zawstydzona odwróciła wzrok.
- Nie zrobiłaś w życiu nic, przez co miałabyś pójść do piekła. A więc masz wybór. Niebo albo piekło. Decyzja należy do ciebie, ale pamiętaj, że później możesz już nie dać rady zmienić zdania.
Melissa pokiwała głową. Nadal nie mogła uwierzyć w to co się stało. Czułą się jak w transie.
Czy ja naprawdę rozmawiam z Bogiem?
Odgarnęła z czoła włosy i spojrzała na diabła. Zauważyła na jego twarzy zniechęcenie. Gdy pochwycił jej wzrok uśmiechnął się smutno, wskazał ręką na Boga i pokiwał lekko głową. Czy on żałuje, że nie jestem grzeszniczką i nie zabierze mnie ze sobą do piekła?
Malissa z trudem powstrzymała śmiech.
Czyba za dużo od niego wymagam. Jestem tylko kolejną śmiertelniczką. Sa nas miliony jeśli nie więcej. Ale teraz nie to jest ważne. Ważny jest wybór. Jeżeli wybiorę niebo...
- Podjęłaś już decyzje? - spytał mężczyzna w białej szacie.
Dziewczyna jeszcze raz zerknęła w stronę szatana. Przerażona zauważyła w jego oczach ból. Nie zdając sobie sprawy z tego co robi krzyknęła:
- Wybieram piekło !
CHCĘ WIĘCEJ! Ta książka serio będzie świetna
OdpowiedzUsuń: D